Pola Torsyjne – Diagnoza to nie wszystko

Diagnoza to nie wszystko

POLA TORSYJNE

Chorujemy wszyscy – i to od dnia narodzin. Tylko jednym udaje się dobiec do mety bez zadyszki i o własnych siłach, a innym każdy dzień sprawia trudności w oddychaniu czy poruszaniu się. Dzieje się tak w zależności od ilości „nadpisanych” informacji na naszych chromosomach. Jeśli ktoś ma dużo fałszywych wiadomości w postaci zapisów elektromagnetycznych na tablicy rozdzielczej zwanej DNA, to proporcjonalnie więcej zakłóceń będzie ona generować. Spada wówczas napięcie na błonach komórkowych, bo organizm potrzebuje tej energii do „prostowania” fałszywych informacji przesyłanych przez sieć elektryczną naszego Ośrodkowego Układu Nerwowego (OUN). Działa to bardzo podobnie do plotki. Sam wiesz, ile energii, czasu, starań i często wyrzeczeń wymaga wyprostowanie takiej informacji oraz naprawienie wizerunku czy relacji. Jeśli trzeba odbudować relacje z większością ludzi, taka zabawa trwać może latami. Raz uszkodzona czy nadwyrężona relacja może nigdy nie wrócić do stanu sprzed zniekształcenia.

Dokładnie tak samo jest z naszymi tzw. chorobami:

  1. Nigdy nie chorujemy na jedną dolegliwość.
  2. Trzeba szukać przyczyny, a nie leczyć objaw. Jeśli ktoś trafił do lekarza z bólem pleców i postawiono diagnozę RZS, to nie należy leczyć samego schorzenia, tylko poszukać przyczyny i ją wyleczyć.
  3. Należy zweryfikować wspólny mianownik. Jeśli ból wynikał z kilku przyczyn (np. kamicy nerkowej, ganglionu po przebytym półpaścu oraz nacieków endometrialnych), musimy sprawdzić, czy te dolegliwości mają wspólną przyczynę. Jeśli nie, ustalamy chronologię: która z nich wystąpiła jako pierwsza i pociągnęła za sobą kolejne. Od tej odpowiedzi zależy kolejność kuracji.

W tym artykule opisuję jeden z kilku tysięcy przypadków uzdrowień dzięki polom torsyjnym. Pozostałe opisuję w Podręczniku dla współczesnego felczera, który można nabyć przez kontakt podany na końcu artykułu.

Embolizacja naczynia tętniczego czy nowotwór szyjki macicy z przerzutami do jajnika?

Objawy i wywiad z pacjentką: Zgłosiła się do nas 35-letnia Ania z Holandii w dużym stresie, z silnymi bólami w podbrzuszu. Długi wywiad wskazywał na bardzo skomplikowane mięśniaki w macicy i endometriozę. Kobieta potwierdziła, że bóle są ciągnące i że w sumie ciężko już powiedzieć, czy boli brzuch i podbrzusze, czy nerki, czy też może kręgosłup lędźwiowy. Bez względu na to, co zje i jaką pozycję przyjmuje, ból jest cały czas natarczywy, podobny do bólu menstruacyjnego, tylko wielokrotnie silniejszy. Często towarzyszyły mu zimne poty, ale zamiast biegunek występowały zaparcia, co zmieniło mój tok myślenia. Nasunęło mi się od razu pytanie, czy ma kłopoty z oddawaniem moczu. Odpowiedź była twierdząca, bolał ją pęcherz, ale nie dało się oddać moczu. Wskazywało to albo na powikłania po operacji, albo na nacieki endometrialne na przewody moczowe i układ nerwowy. Na kolejne pytanie, czy ma wrażenie, jakby bolały ją plecy (może nerki), odpowiedź też była twierdząca.

Nasza aparatura i 31-letnie doświadczenie wykazały:

  • Rozległą endometriozę oraz bardzo silny syndrom Raynauda – czyli poważne komplikacje po boreliozie połączonej z zakażeniem anaplazmą. Sama borelioza takiego efektu nie daje.
  • Atak na naczynia tętnicze: Rozwój tej choroby rozwija się książkowo. W kolejnym kroku atakuje naczynia tętnicze (np. w macicy), powodując embolizację oraz inne typy zatorów u mężczyzn, a w ostatnim stadium prowadzi do zapalenia wsierdzia i udaru (to naturalna kolejność zdarzeń opisywana w starych podręcznikach do nauki medycyny dla felczerów).
  • Zator zamiast guza nowotworowego: Dodatkowo aparat zlokalizował w miejscu przebytej operacji, że był tam faktycznie duży guz, ale nie nowotworowy, tylko typu angiomyofibroma – czyli typowy zator naczynia tętniczego z przerośniętymi już włóknami fibroblastowymi i nerwowymi, który żył własnym życiem.

Przekazałam Ani, że przy embolizacji nie należy usuwać guzów. Warto naturalnymi metodami pozbywać się ich w powolnym procesie samoistnego złuszczenia – zwłaszcza że miała jeszcze 7 średniej wielkości klasycznych mięśniaków i dodatkowe dwa guzy embolizacyjne. Guzy te paradoksalnie były pompowane skażoną po anaplazmie krwią i permanentnie tę krew usuwały – stąd było wrażenie niekończących się menstruacji i potężne osłabienie organizmu z powodu braku żelaza. Należało jednak uporać się z przyczyną, czyli boreliozą i już mocno rozbudowaną anaplazmą przekształconą już w powyższy syndrom Raynauda, a nie toczyć syzyfową pracę z usuwaniem ciągle naciekających guzów. Usunięcie macicy z przydatkami nie usunie choroby, tylko zmieni jej miejsce bytowania i nazwę.

Nasz plan działania i zalecenia

Zaproponowałam Ani naturalne metody zwalczenia borelii i anaplazmy oraz jednoczesnego usuwania nie guzów embolizacyjnych, tylko na początek zwykłych mięśniaków. Miało to na celu odbarczenie organizmu od bólu i wyrównanie pracy hormonów. Dzięki temu zmniejszyłyby się też guzy embolizacyjne – czyli organizm traciłby mniej krwi, a co za tym idzie, mniej żelaza. Miałby też możliwość przywrócenia właściwego metabolizmu ferrytyny.

Usunięcie macicy z zatorami tętniczymi z automatu przeniesie chorobę na mięsień sercowy. W krótkim podsumowaniu: usunięcie macicy spowoduje udar. Niby brak powiązań, ale jak widzisz, są – bardzo poważne i książkowe. Należało w jej przypadku już zadbać o serce, które było zagrożone zapaleniem wsierdzia, zawsze prowadzącym do dość nietypowego udaru przypominającego paraliż całego ciała.

Przekazałam jej, że może „urodzić” te mięśniaki, bo taki jest ich los, i żeby się tym nie przeraziła. Tak się dokładnie stało – mięśniaki zostały wydalone przez organizm.

Przebieg wydarzeń po drugiej interwencji chirurgicznej

Jednak Ania spanikowała i pojechała na pogotowie w swoim kraju. Tam ją zoperowano: usunięto wbrew jej woli macicę z przydatkami, nie podwieszając jednocześnie jelit, a nacieki endometrialne rozprzestrzeniły się i spowodowały poważne zwężenie i skręcenie przewodów moczowych i jelit.

Usunięcie macicy z przydatkami to poważne zmiany hormonalne w organizmie i konsekwencje wielowymiarowe. Do tego doszły całkowita niewydolność jelit i przewodów moczowych. Nie są to sprawy nieoczywiste. Wiadomo, jak potoczy się los człowieka, jeśli zaczniemy leczyć go „od tyłu”, zamiast poszukać wszystkich przyczyn i ich historii.

U Ani aparat wykazał też w wielu organach wysoką aktywność wirusa Kaposi’s sarcoma. Obecność tego wirusa w badaniu krwi według medycyny klasycznej zawsze ma oznaczać chorobę nowotworową. On sam jeszcze nic nie znaczy, choć nie wolno go lekceważyć, gdyż jest śmiertelnie groźny. Do unicestwienia komórki potrzebuje jednak kilku innych zdarzeń, które muszą wystąpić jednocześnie. U każdego człowieka będą to różne zdarzenia, ale nasza aparatura dokładnie pomaga je odkryć, zlokalizować i pokazać czas ich występowania.

Moja opinia o stanie Ani:

  • 7 różnych typów mięśniaków (w tym unerwione),
  • poważny zator naczynia tętniczego (tzw. embolizacja macicy),
  • 7 torbieli (w tym potworniak w macicy),
  • 5 cyst na jajnikach,
  • ciężki przebieg endometriozy z naciekami na inne organy i układ nerwowy,
  • początki zapalenia wsierdzia,
  • niedokrwistość złośliwa i uszkodzenia szpiku.

Moja propozycja postępowania:

Zadbać o usunięcie mięśniaków niebędących embolizacyjnymi dzięki ziołom (nie suszonym i nie z internetu, tylko przefermentowanym od botaników znających doskonale chemię) i poddymianiu węglem. Do tego uzupełnianie żelaza i nie poprzez wlewy, gdyż w tej sytuacji mogłoby to tylko pogorszyć stan zdrowia. Wlewy nie są dla każdego i nie w każdym momencie. Żelaza nie można podnosić w organizmie, jak się potocznie mówi. Jeśli mamy spadek zagrażający życiu, musimy wiedzieć, czy nie odkłada się ono przy okazji jako toksyczne w innym miejscu. Jak już wiemy, co się z nim dzieje, badamy, w jakim stanie jest molibden, krzem, ferrytyna, czas protrombinowy i dziesiątki innych wskaźników. Badamy to na poziomach komórkowych, schodząc w każdym organie głęboko aż za mitochondrialne DNA i matrix, po chmurę elektronową.

Proponujemy wtedy konfigurację fermentowanych ziół na przywrócenie metabolizmu żelaza i ferrytyny, a nie na samo podniesienie jego poziomu. To dwie różne sprawy. Do tego dobieramy naturalne metody walki z anaplazmą i wzmacniamy serce. Nie ma dwóch takich samych preparatów dla każdego, kto ma problem z embolizacją czy brakiem żelaza. Każda choroba jest inna, nawet jak ma tę samą nazwę.

Diagnoza szpitalna a stan rzeczywisty

Diagnoza ginekologiczna, a następnie histopatologiczna, była prowadzona w kierunku guza nowotworowego o stopniu złośliwości. Są to jednak bardzo ogólnikowe informacje. Zawsze należy doprecyzować typ guza oraz samego nowotworu, a także ustalić, na jakiej podstawie to stwierdzono. Lekarz musi odpowiedzieć pacjentowi na pytanie, czy ma do czynienia z nowotworem, czy z rakiem – bo to dwie zupełnie różne sprawy.

Operacja, którą przeszła Ania, dotyczyła usunięcia guza – jak twierdzili lekarze – nowotworowego. Jednak analiza wypisu szpitalnego była bardzo niejasna. Nie określono, jaki to typ nowotworu, poza ogólnym stwierdzeniem, że jest to zmiana złośliwa z przerzutami (meta) do macicy. Nie określono jego struktury ani tego, jak się tam znalazł – przecież nie wziął się z przysłowiowego powietrza. Z doświadczenia wiem, że określenia „zmiany meta” używa się bardzo często w odniesieniu do zmian tkankowych, których składu i historii powstania po prostu nie można jasno określić. Poprosiłam, aby Ania postarała się o szczegółowy opis badania histopatologicznego, ale otrzymała odpowiedź, że nie może on zostać udostępniony.

Konfrontacja dwóch podejść do uzdrowienia

Zlekceważono wszystkie moje diagnozy i propozycje działania. Ania wymagała połączonej pomocy naszej i szpitalnej – aby w spokoju, bardzo powoli i ostrożnie pozbywać się mięśniaków oraz usuwać przyczynę choroby, ale bez naruszania tkanek zajętych endometriozą (by uniknąć stomii i urostomii oraz zapalenia otrzewnej).

Propozycja szpitala: Usunięcie macicy, przydatków, części jelita grubego i części pęcherza moczowego.

Nasze podejście: Ochrona organów i stopniowe usuwanie przyczyny problemu.

Łańcuch zdarzeń i ukryte powiązania między chorobami

Ania urodziła się już z boreliozą, a kilkanaście lat temu dodatkowo zakaziła się anaplazmą. Anaplasma marginale to mikroskopijny patogen (przenoszony przez owady), który jest niezwykle trudny do wykrycia. Standardowe testy nie weryfikują jego obecności – szuka się jedynie krętek borelii, babeszji czy bartonelli. Gdy badania wychodzą negatywne, anaplazma spokojnie rozwija się w ciele. W zależności od stanu poszczególnych narządów może przybierać różne maski, a efekty jej działania będą w medycynie różnie nazywane. W rzeczywistości jest to zawsze jedna i ta sama przyczyna – anaplazma, dziś tak często mylona z boreliozą.

Co stało się po drugiej operacji?

Ania po niechcianej operacji wróciła do nas z jeszcze większymi bólami, z silnym zapaleniem wsierdzia oraz zakażeniem węgorkiem jelitowym. Przestała oddawać kał i mocz. Stało się tak dlatego, że podczas zabiegu nie podwiązano jej jelit i nie podciągnięto ich na specjalnym stelażu. Skończyło się to nowym dramatem: niedrożnością jelita i przewodów moczowych, które mocno się skręciły i opuściły.

Szpitale, do których kierowałam Anię, aby się nią zajęły po tym, jak pozostawiono ją bez opieki po niefortunnej operacji, odsyłały ją z kwitkiem. Twierdziły, że skoro miała operację gdzie indziej, to tamci lekarze powinni się nią zająć. Tamci z kolei odpowiadali, że nie są od podciągania jelit i udrażniania przewodów. To potworne i nieludzkie. Sami zdecydujcie, jak to zmienić i co z tym zrobić. Nie wszystkie placówki takie są, jednak zbyt wiele tak działa. Najlepiej byłoby mieć listę dobrych placówek z dobrymi lekarzami. Zaczęliśmy już taką tworzyć, bo takie miejsca istnieją, a my i Wy potrzebujemy ich wsparcia. Jak widzisz, staram się wybierać złoty środek. Nie odrzucam wszystkiego i wszystkich – odrzucam głupotę, kłamstwo i lenistwo.

Dysonans między objawami a stanem rzeczywistym

Ten dysonans wynika ze ślepego podążania za schematem. Ból, widoczny na USG guz oraz aktywność wirusa według zaleceń (zwanych procedurami) mają jednoznacznie wskazywać na nowotwór. Może to być niezwykle krzywdzące dla człowieka, gdyż pociąga za sobą leczenie proceduralne, które zupełnie nie przystaje do konkretnego indywiduum. Rozumiem, że jakieś ramy są w medycynie niezbędne, jednak człowiekowi trzeba poświęcić czas i naprawdę się nim zainteresować. Wystarczy z uwagą i troską podejść do pacjenta, bo on się boi i liczy na każdego, kogo zobaczy na szpitalnym korytarzu lub w drzwiach sali. Ufa, że nikt nie zrobi mu krzywdy. Wierzy, że wróci do domu i wszystko będzie jak dawniej albo przynajmniej, że nie będzie bolało, że pozostanie samodzielny i nie umrze na szpitalnym korytarzu. A jeśli nawet ma umrzeć, to chce wiedzieć, jak ten proces przebiega. Temu ciężkiemu zagadnieniu poświęcę osobny poradnik: Przygotowanie do śmierci.

Dlaczego mylone są choroby i skąd się biorą pomyłki?

Bo idzie się na skróty:

  1. Jest obolała pacjentka.
  2. USG wykazuje guza.
  3. Badanie krwi wskazuje na możliwy nowotwór (bo aktywny jest wirus Kaposi’s sarcoma – mięsak Kaposiego).
  4. Wniosek procedury: 2+2=4, czyli guz + wirus = nowotwór.

Tylko nie zawsze tak to wygląda. Nie zawsze guz oznacza nowotwór i nie zawsze podniesiony marker oznacza chorobę nowotworową. Trzeba to zawsze zgłębić. Człowiek rodzi się z organami i z nimi powinien ten świat opuścić. To nie są klocki wymienne, a co za tym idzie, ich brak pociąga za sobą wiele skomplikowanych konsekwencji, również w ciałach subtelnych, o których już w ogóle medycyna nie mówi, ale o nich wie.

Zbiór patogenów u Ani

U Ani patogenów wcale nie było aż tak dużo. Jednak nałożyło się na siebie kilka czynników:

  • silne zakażenie anaplazmą,
  • gronkowiec złocisty,
  • węgorek jelitowy,
  • niezliczona ilość cyst w tkankach nerek (z bakterią Klebsiella oxytoca na czele).

To zestawienie wywołało u niej dodatkowo kwasicę wieloorganową.

Leki i suplementacja żelaza

Podstawą leczenia było zapewnienie odpowiedniego poziomu żelaza. W tym przypadku nie mogły to być wlewy, które natychmiast stałyby się toksyczne z powodu anaplazmy (wykorzystuje ona żelazo do gromadzenia trombocytów).

O co powinieneś zadbać podczas wizyty w szpitalu?

W przypadku Ani kluczowe było dopilnowanie, aby nie usuwano jej organów. Zwłaszcza że ani nie wyraziła na to zgody, ani nie było to potrzebne, a wręcz przyniosło odwrotny skutek, co przewidziałam. To nie kwestia domysłów, lecz rzetelnej obserwacji i książkowy przykład. Medycyna musi znać te zagrożenia i powikłania, bo wycinanie narządów zawsze kończy się poważnymi komplikacjami.

Na kilkadziesiąt kobiet, które trafiły do nas z podobnymi dolegliwościami, chirurgiczne usunięcie macicy z przydatkami kończyło się:

  • śmiercią,
  • stomią,
  • w najlepszym wypadku zamrożeniem lub wyłączeniem nerwu sromowego czy części nerwu błędnego.

To ostatnie pociągało za sobą ciężkie choroby nerek lub odbytu, ponieważ kobiety przestawały czuć ból, nie mając żadnego sygnału, że w ciele dzieje się coś niepokojącego.

Ostateczny efekt nieprzemyślanej operacji:

Utrata kilku organów i przeniesienie zatorowości na serce oraz mózg. Gdzieś ta zatorowość musi się przecież umiejscowić, skoro macicy już nie ma.

ELŻBIETA JAMROZY

Fizyk jądrowy, naturoterapeuta, homeopata, informodiagnosta. Ponad 25 lat doświadczenia w pracy z naukowcami i technologiami. Była m.in. twórcą i Dyrektorem Parku Naukowo-Technologicznego w Narodowym Centrum Badań Jądrowych w Świerku, twórcą i Kierownikiem Laboratorium Ferrimagnetycznego przy NCBJ oraz Pełnomocnikiem Dyrektora NCBJ ds. Badawczo-Rozwojowych. Ukończyła m.in. Wydział Mechaniczno-Energetyczny Politechniki Wrocławskiej na kierunku Energetyka Jądrowa (ochrona obiektów jądrowych przed promieniowaniem elektromagnetycznym), Wydział Zarządzania w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu (terroryzm kwantowy) oraz Wydział Nauk o Bezpieczeństwie na Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu (modernizacja Sił Zbrojnych). Obecnie prowadzi doktorat na AWL (wpływ promieniowania elektromagnetycznego na konformację ATP).