ELŻBIETA JAMROZY
Fizyk jądrowy, naturoterapeuta, homeopata, informodiagnosta. Ponad 25 lat doświadczenia w pracy z naukowcami i technologiami. Była m.in. twórcą i Dyrektorem Parku Naukowo-Technologicznego w Narodowym Centrum Badań Jądrowych w Świerku, twórcą i Kierownikiem Laboratorium Ferrimagnetycznego przy NCBJ oraz Pełnomocnikiem Dyrektora NCBJ ds. Badawczo-Rozwojowych. Ukończyła m.in. Wydział Mechaniczno-Energetyczny Politechniki Wrocławskiej na kierunku Energetyka Jądrowa (ochrona obiektów jądrowych przed promieniowaniem elektromagnetycznym), Wydział Zarządzania w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu (terroryzm kwantowy) oraz Wydział Nauk o Bezpieczeństwie na Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu (modernizacja Sił Zbrojnych). Obecnie prowadzi doktorat na AWL (wpływ promieniowania elektromagnetycznego na konformację ATP).
Pola torsyjne – bioelektroniczna i magnetyczna natura człowieka
Choroba to nazwa, za którą stoi bardzo konkretny labirynt przyczyn (u każdego człowieka inny, mimo identycznych objawów i wyników tzw. badań krwi) zwanych potocznie częstotliwościami. Oznacza to, że każda dolegliwość, która Cię spotkała, ma przypisany sobie i tylko sobie kod zero-jedynkowy, niczym program komputerowy. Do kodów o nazwie zakrzepica, nietolerancja histaminy, brak metabolizmu żelaza, nieprzetwarzanie ultrafioletu przez plamkę żółtą czy insulinooporność przypisane są konfiguracje kolejnych parametrów, które u każdego człowieka będą miały inną historię choroby (histopatologię).
Na tę historię składa się za każdym razem inna choroba – bywa, że również konsorcja patogenów, zdarzenia dnia codziennego, uszkodzenia błon komórkowych, przepięcia na nich, niewłaściwe bramkowanie kanałów jonowych i miliony, a nawet miliardy innych zdarzeń: od fragmentu melodii, którą właśnie przypadkowo usłyszałeś, idąc ulicą, po nieprzyjemne zatrucie pokarmowe. Każda scena z Twojego życia zapisuje się jak na taśmie ferromagnetycznej, indukując zdarzenia z puli tych, które dawno temu zostały dla Ciebie nadpisane na chromosomach.
Nie ma dwóch takich samych miażdżyc wapniowych ani dwóch takich samych zwojakoglijaków, jak również dwóch takich samych chorób zwanych hemochromatozą czy stwardnieniem rozsianym. Podobnie jest z patogenami – nie ma dwóch identycznych o tych samych częstotliwościach. Bakteria Vibrio cholerae, Brucella abortus bovis, grzyb Penicillium roqueforti czy węgorek jelitowy będą miały inne częstotliwości niż patogeny o tej samej nazwie zlokalizowane u tego samego człowieka, ale w innym organie czy w innych tkankach. Wszystko zależy od miejsca ich bytowania, innych patogenów, z którymi stanowią konglomerat ściśle współpracujących bytów, oraz od ich siły witalnej i chorób, które w sobie noszą lub dzięki którym żyją.
Badania naukowe (m.in. opublikowane w 2007 r. w „Neuroscience”, jako jedne z tysięcy podobnych) pokazały, że wystarczy obecność dowolnego wirusa w ludzkim organizmie, abyśmy otrzymali niemal całkowicie zafałszowany obraz badań krwi, DNA czy markerów. Wirus, jako niebiologiczna struktura czystej informacji, fałszuje nie tylko wyniki badań, ale powoduje również poważne zamieszanie na poziomie komunikacji wewnątrzkomórkowej. Obecność m.in. parwowirusa B19 (Erythroparvovirus), wirusa Epsteina-Barr czy cytomegalowirusa (HCMV) zmienia pracę komórek – udowodniono, że niektóre zachowywały się tak, jakby same były genami.
Co najmniej od początków XX wieku wiadomo, że każda choroba jest „elektryczna”. Dziś badania naukowe, w tym kliniczne, udowodniły, że choroba jest zapisem elektromagnetycznym, a jej identyfikacja stanowi jednocześnie odtworzenie pełnej ścieżki – tego, jak i dlaczego do niej doszło. Świadomość istnienia ciekłych kryształów, będących strategicznym elementem naszego ciała elektromagnetycznego (ukrytych w mitochondrialnej matrix), to zagadnienie, które zostało zrekonstruowane już na początku XX wieku. Dzięki temu wiemy, że nasza bioelektroniczna natura jest zbyt zmienna i złożona, by na podstawie klasycznych metod diagnozowania wyłącznie ciała biologicznego (co stanowi mniej niż 1% informacji o człowieku i jego chorobach) odkryć pełną i prawdziwą przyczynowość dolegliwości.
Nauka zawsze służyła człowiekowi, trzeba jednak odpowiedniego zaangażowania po stronie diagnosty, by z tych dobrodziejstw umiejętnie skorzystać. To luka, którą powoli wypełniają dobrze przygotowani ludzie zwani potocznie „lekarzami kwantowymi”, a oficjalnie specjalistami z obszaru medycyny częstotliwości (często błędnie nazywanej medycyną informacyjną). Elektromagnetyczna natura człowieka jest faktem, a nauka oraz organizacje takie jak amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) przyznały rację naukowcom. Po latach zmagań ok. 8 tysięcy wybitnych fizyków, chemików, psychologów, elektroników, dziennikarzy śledczych, w tym lekarzy ze specjalizacją fizyka jądrowego, wiedza na temat pochodzenia człowieka, jego chorób i syndromów stała się jasna.
Kiedy podnoszą się wskaźniki śmiertelności w chorobach połączonych z rozdzierającym bólem głowy, ucha, gardła, obrzękiem gruczołów, zatkanym nosem, problemami z oddechem czy dużym odwodnieniem, często informuje się pacjentów, że ich stan jest autoimmunologiczny lub nieoperacyjny, a leki nie reagują. Do naszego gabinetu od lat trafiają ludzie z całego świata, którzy – jak sami mówią – byli już wszędzie i nadal nikt nie potrafi im pomóc.
Jak wspomniałam na wstępie, każda choroba jest bardzo indywidualnym i złożonym procesem, a raczej siecią procesów. Jest ona ściśle związana z unikalną ścieżką częstotliwości. Dlatego do każdego pacjenta należy podejść nie systemowo, lecz jednostkowo. Do tego służą właśnie pola torsyjne, znane i stosowane na świecie od kilkudziesięciu lat. W wielu zagranicznych szpitalach stanowią one nie tylko okazjonalny dodatek, ale najważniejszy etap poprawnej diagnozy. Pomagają również w procesie wycofywania dolegliwości poprzez usuwanie labiryntu ich przyczyn.
Choroba musi się wycofać tą samą ścieżką, którą się rozwijała. Nie ma drogi na skróty – jak choćby użycie jednej „cudownej” tabletki czy jednej częstotliwości na wszystkie patogeny, zatory czy ropnie. Tu potrzeba rozległej wiedzy z wielu dziedzin, ze szczególnym naciskiem na fizykę jądrową. Czas zdać sobie sprawę, że usunięcie organu nie oznacza usunięcia choroby. To poważna droga na skróty bez mapy, za którą pacjenci często płacą zdrowiem i życiem.
Tą wiedzą, popartą badaniami klinicznymi prowadzonymi od początków ubiegłego wieku, będę się z Wami dzielić tak długo, aż temat stanie się oczywisty. Żyjemy dłużej, ale jakby „mniej żywi”. Czas to zmienić. Wierzę, że można tego dokonać poprzez prawdziwą wiedzę – której nie wolno mylić z przypadkową informacją z internetu.
Artykuł zamieszczony na łamach dwumiesięcznika Harmonia (MARZEC/KWIECIEŃ 2026) strona 82-83

